Rozdział 34

Kolejne idee essenceizmu dla religii

Warto zdać sobie sprawę, że w wielu przypadkach nie ma różnicy między religijnymi poglądami różnych wyznań, a racjonalnym podejściem wielu naukowców do zrozumienia istnienia Boga. Obie grupy wykazują tę samą skalę wiary. Racjonalnie myślący naukowcy twierdzą, że wszechświat albo powstał z niczego, albo z tak zwanej osobliwości. Nie umieją inaczej określić tego zdarzenia, a więc używają umownego określenia, które świadczy, że są bezsilni wobec faktu pojawienia się tej gigantycznej czasoprzestrzeni. Jest to rodzaj „wygodnej wiary”, odsuwającej od nich potrzebę mówienia o możliwości istnienia Stwórczej Pierwszej Przyczyny. Tymczasem ludzie uznawani za wierzących mają problem tylko z tym, jak nazwać tę Pierwszą Przyczynę. Oni też kryją swoją niewiedzę pod nazwą Bóg Ojciec, Allah, Jahwe itp. Właściwie jest to ta sama „osobliwość”, o której mówią rzadko wierzący w Boga naukowcy, chociaż o innej nazwie.

Essenceizm próbuje zgłębić treść tej „osobliwości”, unikając klasycznego pojęcia Bóg. Mój system nie ma zamiaru wchodzić w spór z różnymi wyznaniami, które trzymają się kurczowo swych bogów powstałych na „obraz i podobieństwo” tych wyznań. Dlatego w essenceizmie na określenie Boga-Stwórcy pojawiło się pojęcie Byt Pierwoistny, który jest hipotetycznym Źródłem wszechrzeczy. Pod pojęciem wszechrzeczy rozumiem zarówno wszechświat fizyczny, jak i nadrzędny względem niego stan poza czasem i przestrzenią. Essenceizm dla zrozumienia Bytu Pierwoistnego skupia się właśnie na tym stanie. Wyjaśniam poniżej w punktach, co z tego wynika.

Po pierwsze, essenceizm przyjął założenie, że Byt Pierwoistny musi być Jeden, czyli być absolutnym Źródłem i Sednem wszechrzeczy. Dopiero gdy cokolwiek wyłania się z Niego w formie stworzenia, można mówić o dwoistości czy wielokrotności stanu nowego istnienia. Równolegle z bytami powstającymi z Jego inicjatywy pojawiają się siły spójności dążące do jedności odzwierciedlającej Pierwotne Źródło. Zatem to, co wyłania się z Bytu Pierwoistnego, powinno być różnymi stanami dobra, między którymi oddziaływuje energia spójności. W przypadku ludzi istotnym stanem tej energii jest siła miłości. Warto dodać, że wywodzące się z Bytu Pierwoistnego różne stany dobra są konkretnymi formami istnienia, co najlepiej obrazuje model podstawowej jednostki materii, atomu. To w nim uwidoczniona jest zasada podziału jedności na dwa przeciwległe stany, czyli dodatni i ujemny oraz działająca między nimi energia pod różnymi formami oddziaływania. Cała struktura atomu reprezentuje jedność obrazującą w miniaturze sposób „materializowania” się Bytu Pierwoistnego.

Po drugie, Byt Pierwoistny wyłonił z Siebie fundamentalne zasady istnienia wraz z wynikającymi z nich prawami, a także praenergię, która przybiera we wszechstworzeniu różne formy energii i materii. A zatem, jak to zostało wspomniane w poprzednim punkcie, każda Jego akcja powoduje powstawanie konkretnych „dobrych obiektów” oraz towarzyszącej im energii. Nauka, starając się to opisać, zauważyła, że gdy te dwa wydzielone podmioty zaczynają współistnieć, to tworzą bardziej złożone struktury i układy. Można zauważyć, że mają one w sobie ogromny ładunek inteligencji. Żeby to zrozumieć musiało minąć tysiące lat zanim uczeni zrozumieli istnienie kody genetycznego DNA. Ta zaszyfrowana w przyrodzie wiedza pomogła mi zrozumieć atrybuty Bytu Pierwoistnego. Stanowią je Jego Inteligencja, Wola i Uczuciowość. To oznacza, że Byt Pierwoistny posiada Osobowość nieograniczoną przestrzennie i czasowo. W dalszym kroku ta teza określiła Byt Pierwoistny jako właściwego Stwórcę.

Po trzecie, essenceizm prowadzi do wniosku, że zaprezentowany powyżej Byt Pierwoistny miał jasny cel dotyczący stworzenia wszechświata. Analiza szczegółów zastanych na kuli ziemskiej skłania do stwierdzenia, że Stwórca dopracował Swoje dzieło pod kątem zaistnienia na niej ludzkości. Zatem wniosek brzmi, że dopracował On w każdym szczególe naszą planetę, by na wieczność była naszym domem i żeby stale umożliwiała rodzenie się na niej wciąż nowych pokoleń Jego dzieci. Wszystko zostało na niej przygotowane tak, aby ludzie samodzielnie mogli doprowadzić ją i siebie do stanu doskonałości. Tak należałoby rozumieć biblijne stwierdzenie, że Bóg odpoczął po symbolicznych sześciu dniach Swojej „pracy”. Essenceizm dodaje do tego spostrzeżenie, że przed „odpoczynkiem” przyjął zasadę przekazywania „Swego tchnienia życia”, czyli wiecznej osoby duchowej, każdemu narodzonemu człowiekowi.

Po czwarte, Byt Pierwoistny w zupełnie inny sposób potraktował istnienie ludzi niż pozostałą część stworzenia. Można w skrócie stwierdzić, że ludzie, mający być Jego dziećmi, zostali zrodzeni z Niego. Tymczasem całe pozostałe stworzenie zostało ukształtowane zgodnie ze zwykłą funkcją tworzenia. Można powiedzieć, że wszechstworzenie jest uformowane tylko na obraz Stwórcy, podczas gdy ludzie również na Jego podobieństwo. To, co odróżnia człowieka od najbardziej rozwiniętego bytu na Ziemi, czyli od zwierzęcia, to jego osoba duchowa. Stanowi ona właściwą wieczną istotę ludzką. Jej celem jest osiągnięcie w czasie ziemskiego życia doskonałości osobistej. Dzięki niej człowiek może żyć wiecznie ze Swoim Ojcem w stanie poza czasem i przestrzenią.

Po piąte, wszystko wskazuje na to, że tak zorganizowany świat nie został przez ludzi właściwie przyjęty. Przez to zaplanowany przez Byt Pierwoistny rozwój zatrzymał się, a ludzie na Ziemi zaczęli tworzyć rzeczywistość zupełnie Mu nieznaną. Tę rzeczywistość essenceizm jednoznacznie nazywał piekłem, gdyż jego główny mechanizm stanowi zło. To wydarzenie musiało nastąpić zaraz na początku istnienia ludzkości, co zostało symbolicznie opisane w Biblii. Brali w nim udział Adam, Ewa oraz ich opiekun Archanioł Lucyfer. Z inicjatywy tego ostatniego wytworzyli oni między sobą stan, który zupełnie odwrócił porządek ustanowiony przez Stwórcę i zapoczątkował istnienie świata pod panowaniem Archanioła przemienionego w Szatana. Tak powstało nasze obecne piekło. Według essenceizmu tych troje zmieniło ukierunkowanie siły miłości na przeciwną do niej siłę władzy, co doprowadziło do dominującej pozycji Szatana. Do dziś mamy świat będący skutkiem tej tragedii. Małym pocieszeniem jest to, że wpływ Szatana na świat duchowy został osłabiony przez starania różnych uduchowionych postaci, a zwłaszcza przez Jezusa Chrystusa. Nadal jednak żyjemy w złym świecie, który w formie fizycznej śmierci opuszczamy dalecy od doskonałości. Po niej pozostajemy wciąż w duchowym przedsionku niedostępnej sfery świata duchowego, w której czeka na nas Byt Pierwoistny.

Po szóste, gdyby po tej tragedii Stwórca pomagał ludziom w usuwaniu zła, z którym nie ma nic wspólnego, to oznaczałoby, że to, co stworzył, było niedoskonałe, a On Sam poniósł porażkę. Tak jednak nie może być i tak nie jest. Bóg oczywiście stworzył ludzi i anioły, ale to, co rozegrało się między Archaniołem Lucyferem a Adamem i Ewą, było poza Nim. Pytanie zatem, czy dobre istoty mogą wytworzyć zło i czy Bóg za to odpowiada? Wygląda na to, że Stwórca wydał z Siebie istoty, które między sobą wytworzyły zjawisko zupełnie od Niego niezależne, czyli bez Jego wiedzy i udziału. Wytworzyły bowiem między sobą zmianę działania kierunku siły miłości. Uruchomiło to jedną jedyną możliwość, której nie kontrolował Stwórca, a która została symbolicznie określona jako „owoc z drzewa poznania dobra i zła”. Dokonały tego wspomniane powyżej dzieci Boga, które z uwagi na ich okres rozwoju były jeszcze niedoskonale i poza Jego kontrolą. Sterował nimi ich wychowawca, który, zmieniając kierunek siły miłości, utracił swą pozycję i status reprezentanta Stwórcy. Mogło to nastąpić tylko w wyniku zmiany pierwotnych pozycji między uczestnikami zdarzenia, to znaczy, że Archanioł zajął pozycję jeszcze niedoskonałego Adama. Mimo posiadania przez pierwszych ludzi wszystkich atrybutów niezbędnych do osiągniecia doskonałości, uczestnicy zdarzenia wypadli poza bezpieczne ramy działania Bożej Siły Miłości i wpadli w duchową otchłań. Odcięty od tej sytuacji Bóg wciąż czeka na wzrastających do doskonałości ludzi. Tak jak to na początku ustalił, czeka On na nich w sferze, w której czas nie upływa. Jeżeli po dokonaniu zbawienia, nawet gdy to zabierze tysiące lat, ludzie znów wrócą na właściwą ścieżkę rozwoju, to w sferze oczekiwania Boga nie będzie to stanowić żadnej różnicy. Zatem Byt Pierwoistny nadal oczekuje, że kiedyś dotrzemy do Niego jako doskonałe istoty duchowe. Powtarzam twierdzenie essenceizmu, że Bóg nie bierze udziału w zbawieniu świata, gdyż jest ono odpowiedzialnością ludzi.  

Po siódme, opisana powyżej sytuacja pozwoliła zidentyfikować źródło zła, co daje możliwość jego zlikwidowania. Chociaż ludzie doskonale wiedzą o istnieniu zła, to jakoś nie są w stanie doprowadzić do uwolnienia od niego świata. Z różnych prób na rzecz zbawienia świata najważniejszą przeprowadził Jezus Chrystus. Jego tragedia polegała na tym, że ludzie zamiast Mu pomóc, zamordowali Go. Tylko fakt, że był Synem Bożym spowodował, że za cenę Swego życia odkupił życie duchowe ludzi. To świadczy o tym, że wartość Syna Bożego jest większa od wartości wszystkich ludzi razem wziętych. Tę transakcję, zwaną odkupieniem, wymusił Jezus na Szatanie po porażce narodu izraelskiego. Gdyby członkowie tego narodu zaakceptowali Jezusa jako oczekiwanego Mesjasza, to dziś prawdopodobnie żylibyśmy w świecie, w którym nie byłoby zła. Zatem wspólny wysiłek Zbawiciela, ludzi i aniołów może doprowadzić do pełnego zbawienia. Skoro do tego nie doszło dwa tysiące lat temu, to może się to udać następnym razem. Warunkiem sukcesu jest zrozumienie, że nie może tego dokonać za nas Bóg, który nie zna zła i nie ma z nim nic wspólnego. A zatem spełnienie odpowiedzialności za zbawienie spoczywa w ludzkich rękach. Sposób na zbawienie może być podobny do drogi, którą przeszli ludzie przed naszą erą, przygotowując przyjście Mesjasza. Zatem ludzie ery nowożytnej powinni swą postawą wypracować możliwość narodzenia się na Ziemi Syna Bożego i razem z Nim pozbyć się władzy Szatana.

Pozostaje pytanie, jak to zrobić. Na pewno nie należy czekać, aż Bóg się nad nami zmiłuje i Sam dokona zbawienia. Tak się nigdy nie stanie. Również nie warto czekać, aż na niebie pokaże się znak Sądu Ostatecznego, a Jezus Chrystus z chmur zacznie nas nagradzać lub karać za popełnione grzechy. Raczej to my mamy uważać, żeby wyścig zbrojeń nie zakończył się totalną katastrofą, czyli końcem naszej cywilizacji. Warto sobie dobrze uzmysłowić, że tak zwany „religijny” koniec świata, to naprawdę koniec zła, czyli pełne zbawienie świata. Ponieważ zło naszego świata zaczęło się w wyniku obrócenia kierunku siły miłości na przeciwny, to dobro może zostać przywrócone przez ponowną zmianę kierunku siły władzy na przeciwny. Wówczas powstanie możliwość pojawienia się siły miłości, czyli powrotu do stanu początkowego. Jeśli tego nie zrobimy my, to zostaje już tylko jedna mało prawdopodobna akcja polegająca na ingerencji jakiejś innej cywilizacji ludzkiej z kosmosu. Dobrze by było, aby była ona od początku zgodna z koncepcją Bytu Pierwoistnego. Na razie nic o takiej lub takich cywilizacjach nie wiemy. Gdyby jednak takie były i tak nie przylecą do nas statkami kosmicznymi. Możemy raczej liczyć na ich wsparcie duchowe, czyli pomoc ze strony osób duchowych ludzi wychowanych w świecie, w którym nie ma zła. To oni, tak jak aniołowie, mogliby wesprzeć „ziemskich mesjaszy”, czyli prezentowanych w essenceizmie obieżyświatów. Wędrowaliby oni wzdłuż i wszerz Ziemi, aby dotrzeć do jej najbardziej oddalonych zakątków z wiedzą o możliwości zbawienia ludzkości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Essenceizm -

Analityczny system dla zrozumienia istnienia Boga, świata duchowego i wieczności człowieka

Na tej stronie przedstawiona jest treść książek dotyczących essenceizmu:

 1. Essenceizm 1 - “Bóg nie jest z tego świata”

 2. Essenceizm 2 - “My jesteśmy z tego świata”

 3. Essenceizm 3 - “Zło jest z tego świata”

 4. Essenceizm 4 - “Wizja nie z tego świata”

 5. Essenceizm 5 - “Wieczność nie jest z tego świata”

 6. Essenceizm 6 - “Nieprawdziwi bogowie z tego świata”

 7. Essenceizm 7 - “Miłość z tego i nie z tego świata” - (publikacja w późniejszym czasie)